Solidarność bez cudzysłowu

środa, 3 Czerwca, 2020

4 czerwca 1989 Solidarność wygrała z Peerelem. Po 31 latach Rzeczpospolita zdaje się nie odwoływać do tamtej zwycięskiej wartości. To jednak nie może być prawda! Na trzy miesiące przed 40. rocznicą powstania Solidarności proponujemy upowszechnienie i przemyślenie 21 nawiązujących do niej tez. Od tego, czy jako społeczeństwo zrozumiemy proces, jaki był naszym udziałem, zależy, czy możliwy będzie powrót do zintegrowanej wspólnoty.

21 tez Solidarności

  1. Solidarność narodziła się w Polsce 40 lat temu, przekształcając świadomość zbiorową. W roku 1980/81 objęła kraj – jako wyzwoleńczy ruch społeczny.
  2. Zjawisko Solidarności podnosiło Polskę po czterech dekadach zapaści państwa; trwało dekadę – od 17 sierpnia 1980 do 24 czerwca 1990 (rozpad formacji) – inicjując III RP.
  3. Nazwano ruch Solidarnością, pod konieczną, lecz zbyt wąską postacią związku zawodowego. Od 17 września 1980 ta „związkowa” nazwa znaczyła społeczeństwo.
  4. Solidarność powstała ze splotu aktywności opozycji, działającej jawnie przez kilka lat – i społeczeństwa, obudzonego przez Jana Pawła II.
  5. Twarzą Solidarności w latach 1980–90 stał się Lech Wałęsa, choć wcześniej opozycji nie przewodził, a w 1990 roku rozbił dojrzałą formację, idąc drogą własnych ambicji.
  6. Solidarność, jako samoorganizacja społeczeństwa, w latach 80. podważyła – bez przemocy – blok sowiecki; system nie zdołał już zareagować siłą.
  7. Liderzy związku zawodowego, utożsamianego z Solidarnością, w tym przewodniczący, stali się uosobieniem oddolnego ruchu, jednak nie przywódcami społeczeństwa.
  8. Gdy 27 marca 1981, w imię Solidarności, całkowicie zamarł kraj, a szefom związku dano prawo decydowania za społeczeństwo – nikt nie podjął roli wodza.
  9. Związek zawodowy nie przetrwał stanu wojennego – rozpadł się od uderzenia 13 grudnia 1981; trwała Solidarność, dzięki mobilizacji poza strukturą.
  10. Solidarność warunkowała zwycięstwo społeczeństwa nad władzą – 4 czerwca 1989; w jej imieniu wystąpiła wiarygodna grupa liderska, stojąca przy Lechu Wałęsie.
  11. Po rekonstrukcji związku zawodowego, odchodzącego od Solidarności, przewodniczący nie zrezygnował z historycznej już nazwy, pozorując kontynuację.
  12. Wraz z upadkiem Komitetów Obywatelskich, zwycięskich w wyborach roku 1989/90, Solidarność występuje już tylko w cudzysłowie, zmieniając znaczenie znaku.
  13. Dekada Solidarności okazała się – mimo komunistycznej opresji – okresem delegitymizacji Peerelu, zapowiedzią wolności w Polsce suwerennej.
  14. Trzy kolejne dekady – przy sukcesie gospodarki i ładu demokratycznego Polski – są okresem stopniowego usuwania Solidarności ze społeczeństwa.
  15. Zaprowadzona w kraju polaryzacja polityczna, a za nią społeczna, jest przeciwieństwem Solidarności. Powrót do jej wartości powinien wesprzeć odzyskanie wspólnoty
  16. Polsce potrzeba racji Solidarności: działań bez przemocy. Postawy nienawiści, pogarda dla prawa, korupcja i mord polityczny – to ich współczesna alternatywa.
  17. Solidarność sprzed 40 lat stała się najmocniejszym pozytywnym znakiem polskiej wspólnoty – otwartej na innych, gotowej w sporze do dialogu i porozumienia.
  18. Każdy obywatel może wybrać kształt Polski: spolaryzowanie czy Solidarność. Jeśli uzna ją za postulat dla siebie, wesprze integrującą się wspólnotę.
  19. Dniem symbolicznym uwolnienia się Polski jest 31 sierpnia (a nie 1 czy 15 sierpnia). W 1980 roku Solidarność pokonała totalitarny system – jako apogeum przełomu.
  20. Hasło na miesiąc rocznicy Solidarności 2020, od 17 sierpnia (dzień ogłoszenia 21 postulatów) do 17 września (dzień przyjęcia nazwy): odzyskanie zawłaszczonego znaku.
  21. Solidarność w cudzysłowie okazała się zaprzeczeniem jej sensu – karykaturą. Powrót tej bez cudzysłowu to nadzieja Polski, przywrócenie fundamentalnej wartości.

Warszawa, 4 czerwca 2020

KARTA

WSKRZESZANIE S.

Władze Warszawy, zapowiadając obchody ważnych tegorocznych rocznic, pominęły 40-lecie Solidarności. Liczne środowiska, nawet wyrastające z przełomu 1980 roku, dziwią się na jego przypomnienie: nie warto wracać do przebrzmiałej idei. Zmęczeni ciężarem współczesnej polityki, kreowanych przez nią konfliktów społecznych, a ostatnio – pandemii, obywatele III Rzeczpospolitej zdają się tracić z oczu coś, z czego wzięła się suwerenna Polska. Ile egoistycznej złej woli, partykularnych interesów, konformizmu klienteli władzy trzeba było, aby w ciągu ledwie trzech dekad zniszczyć największą wartość, jaką Polska stworzyła w najnowszej historii. Świat pamięta i docenia ten wzlot, Polacy sami – lekceważą.

Skoro teraz mentalny stan kraju znów przypomina ten z okresu zabójstwa I Prezydenta RP czy sprzed katastrofy państwa we wrześniu 1939 – podobnie ksenofobiczny, wrogi wszystkim „obcym” – może dziwić, skąd wewnątrz ostatniego stulecia taki Sierpień. A zdarzył się w Peerelu, także „zamykającym”, skutecznie obezwładniającym społeczeństwo. Trwa jednak i druga linia rozwoju Polski, „otwierająca” – idąca ku Solidarności. Wyrosła z patriotyzmu integrującego, obecnego w Legionach Piłsudskiego; w mobilizacji obronnej latem 1920; w celach Państwa Podziemnego; w masowym ruchu wiernych podczas Milenium i na powitanie Jana Pawła II; w energii środowisk opozycyjnych bliskich KOR-owi.

W latach 1987–90 ukształtowała się wyjątkowa w historii Polski grupa przywódcza, która – pod szyldem Komitetu Obywatelskiego – reprezentowała Solidarność. Gdy jej lider, Lech Wałęsa, stanął 24 czerwca 1990 poza nią (zob. Koniec Solidarności, „Karta” 82, 2015), w ciągu niewielu miesięcy ta w sumie kilkusetosobowa formacja uległa niemal całkowitej destrukcji. Od tego czasu związek zawodowy stawał się zaprzeczeniem przywłaszczonego symbolu. Solidarność była inkluzywna – NSZZ „S” stawał się wykluczający; Solidarność odpowiedzialna za kraj, bez szyldu politycznego – NSZZ „S” partykularnie roszczeniowy, zideologizowany politycznie. To dramatyczne pęknięcie, wpisane w historyczny znak, zaburza świadomość zbiorową.

Odkąd zideologizowały się wzajemnie liczne media i polityka, gdy główne doniesienia stają się najczęściej agresją wobec „wroga” w życiu publicznym, można by sądzić, że ludzie dialogu, konsensusu, empatii – zniknęli z polskiego życia. Trudno im wyrażać swe racje, gdy obok gra się nienawiścią. Przycichli, ale istnieją. Wróciliby, gdyby osłabł ideologiczny wrzask. Podobnie latem 1980, gdy siły Peerelu traciły rezon, a Kreml, utknąwszy w Afganistanie, rezygnował z interwencji, na czoło społecznego frontu mogli wyjść zwykli, spokojni ludzie.

KARTA współdziała z Fundacją Ronalda Reagana w Polsce, która za rok, 4 czerwca 2021, odsłoni w Warszawie pomnik Solidarności – to pozapolityczny, prywatny koncept. Znak z solidarycą – autorstwa Jerzego Janiszewskiego (a nie własność NSZZ „S”), główny element pomnika, przywoła w stolicy dobro wspólne. To własność wszystkich, skoro w kulminacyjnym momencie Solidarności, podczas strajku ostrzegawczego 27 marca 1981, pod tą nazwą objawiło się nie tylko symbolicznie, ale wprost fizycznie całe społeczeństwo.

Tamten Sierpień wywołali ludzie szerzej nieznani. Sam Bogdan Borusewicz, kreator strajku i roli Lecha Wałęsy, występował w istocie anonimowo. Cała ówczesna opozycja działała tak, jakby nie miała niczego do stracenia – bez asekuracji i myśli o własnym interesie. Okrzepła wtedy formacja, która wzmocniła Polskę, sama jednak nie przetrwała i już nie zdoła wróci.

Potrzeba nowego ruchu społecznego, który zrozumie sens tej osłabłej linii kraju. Kolejna odsłona Solidarności będzie znów drogą do zintegrowanej wspólnoty, chroniącej nas od zatrucia polityczną toksyną.

Zbigniew Gluza